środa, 1 lipca 2009

[SPRZEDANY] MT aksamit oraz Didymos Indio...

JUŻ SPRZEDANY:)

Witajcie:)

ponieważ szyje mi się MT nowe a dwóch nie potrzebuję zdecydowanie (moje dziecię już więcej chodzi niż się nosi;) ), postanowiłam sprzedać piękne nosidło MT - nawet jak piszę tego posta mocno się nad sprzedażą zastanawiam ale... raz się żyje;)

MT został uszyty przez myrrę i można o nim poczytać na jej blogu http://galeriaagrafka.blogspot.com/2...-odsonach.html ;)

nosidło uszyte zostało z cudnie miękkiego grafitowego aksamitu - śmy się go naszukały nieźle - a pasy i jedna strona panela ozdobione są biało-granatowym indio:) na kapturku kawałki zielonych konopii;) wszystko pięknie się komponuje i świetnie nosi - naprawdę nie czuć w nim kilogramów mojej dwulatki;)

MT przez nas noszony dwa razy w sumie... raz bo boju po warszawskich urzędach, dwa na chustozlocie:)

kilka naszych fot (jakoś nisko dziecie zamotałam wiem...):







tu już dziecko śpi;)


jeszcze takie wspólne o;)



bardzo polecam dla starszego dziecka bo panel jest większy, wogóle bardzo polecam bo pikny i mięciutki i ach i och;)

cena 170pln

uff jak gorąco...

wybrałyśmy się na spacer



spacer w taki upał to zdecydowanie nie najlepszy pomysł...

trzymając mocno w łapkach bilety, które rano dał jej Kuba...



... Nellka próbowała zerwać kwiatki dla Taty



i standardowo troszkę kamyczków;) (na szczęście zostały gdzieś w lesie wyrzucone)



poszłyśmy do lasu z nadzieją że będzie chłodniej ale... chyba się przeliczyłyśmy - było parno i do tego masa komarów... plus tego jest taki, że żaba nauczyła się odganiać komary krzycząc "sio" i machając łapakami;)



widziałyśmy motylki



i żuki



jak się okazuje żuki dają się oswoić;)





początkowo dziecko było szczęśliwe (tym bardziej że po drodze jest budka z lodami)





potem żaba zrobiła się zmęczona i wspięła się na mamine plecy...





zieeeeeeeeew...



a przed nami była jeszcze długa droga...
jak widać po mojej twarzy słońce prażyło mocno, ale dałyśmy radę i brnąc przez kałuże wielkości mini jeziorek, pałaszując maliny i jagódki oraz popijając wodę... szłam ledwo zipiąc z dzieckiem na plecach i wózkiem - załadowanym wszystkim co potrzebne - przedemną...

przy wyjściu z puszczy Nellka wyglądała tak:



i miałam nadzieję, że tak uda nam się dotrzeć do domu - niestety moje dziecie miało inne plany i pochwili już niosłam ją w ergo z przodu a ostatni kawałek trasy pokonała na własnych nogach;)

potem już tylko chłodny prysznic, kawka i jagodzianki i już jest lepiej... ja padam a małe pełne energii na kolejny spacer:)